wtorek, 1 stycznia 2013

Tysiąc moich nocy.

Fenomenalny brak fenomenu.

Tysiąc moich nocy miało być książką, po przeczytaniu której, nic nie będzie takie samo. Nowa pozycja na rynku wydawniczym miała go całkowicie zrewolucjonizować. „Nowe oblicze wędrówki” głosiło, chyba nieco zbyt entuzjastycznie, hasło reklamowe. Spodziewać by się można prawdziwego końca pewnej ery, albo chociaż fajerwerków w literackim świecie. Niestety nic takiego się nie wydarzyło.
Prawdopodobnie też, nic takiego się nie wydarzy, bo Tysiąc moich nocy jest powieścią wyjątkowo miałką.
John Keatson bardzo mocno pragnął, aby jego druga praca była równie ciepło przyjęta przez krytykę jak pierwsza. Niestety odnosi się usilne wrażenie, że jego narracji brakuje już dawnej autentyczności, która uwodziła czytelników. Autor wybrał kilka, wyjątkowo banalnych, życiowych prawd i zdecydował się połączyć je w wątpliwą całość, znanym od średniowiecza motywem drogi.
Bohater, który jest jednocześnie narratorem, opowiada zatem o wszelkich swoich przeżyciach, każdemu, kto tylko zgodzi się go posłuchać, a raczej zmuszony będzie udawać, że jest zainteresowanym bełkotem, monologiem z pseudofilozoficznym sensem.
Keatson umieszcza swoje postaci w barwnej i ciekawej scenerii, ale przygniata je wypowiedziami, które nie wnoszą nic do rozwoju fabuły.
Z pewnością nie jest to powieść, którą ktokolwiek dodałby do listy lektur, które odmieniły jego życie. Nie jest to też książka, po którą sięgniemy w chłodne, zimowe wieczory. John Keatson mógłby jednak z powodzeniem leczyć bezsenność i może to dla niego całkiem dobra alternatywa na przyszłość?
Tysiąc moich nocy miało być fenomenem, ale nudzi i wzbudza niechęć. Jest wspaniałym dowodem na to, że niektóre prace, nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. To powieść człowieka, który nie ma już nic do powiedzenia. To z pewnością jedno z większych rozczarowań tego roku.

~ C.F.

Nie lubią cię.
Zanim to zdanie dociera do jej świadomości mija chwila. Wzrokiem tępo błądzi po ścianach urządzonego wyjątkowo surowo gabinetu. Kiwa głową i myśli już o chwili, kiedy będzie mogła zjechać windą na parking i wsiąść do swojego samochodu.
Ale wtedy nagle doznaje czegoś na kształt przebudzenia. Mruga kilka razy i delikatnie przechyla głowę w bok. Zawsze tak robi, kiedy jest zaskoczona.
- Słucham?
- Powiedziałem, że nie lubią cię, Connie. Większość twoich recenzji jest negatywna. To bardzo niekorzystnie wpływa na sprzedaż ich książek.
- Bardzo dobrze, te książki są po prostu słabe.
W jej głosie słychać niezbitą pewność. Niezbitą pewność i śpiewny, włoski akcent, którego mimo wielu prób, nie potrafi się wyzbyć.
Zdejmuje na moment okulary i przeciera dłonią zmęczone oczy. Chce coś jeszcze powiedzieć, ale powstrzymuje się od głosu. Bawi się złotym łańcuszkiem na szyi.
- Nie będę się z tobą spierał. Twoje artykuły pretendują już do miana sławnych, ale na miłość boską, od czasu do czasu mogłabyś napisać cokolwiek pochlebnego. Dobrze, że wyjeżdżasz, urlop dobrze ci zrobi, Connie. Nabierz sił, przygotuj się do pracy, następna powieść powinna cię zainteresować.
- Zainteresować, nie znaczy jeszcze zachwycić. Prześlij mi szczegóły. Będziemy w kontakcie.


Powoli odsunęła się od stolika i odwróciła. Nie spojrzała za siebie nawet, kiedy ją pożegnał. Sięgnęła po swoją torebkę i pożegnała dziewczynę w recepcji. Nie mogła się skupić i myśli zebrała dopiero, kiedy otwierała drzwi swojego mieszkania.


Mieszka sama. Ma przestronne, dosyć surowo urządzone mieszkanie z ładnym widokiem na miasto. Wieczorami pija samotnie lampkę wina i przygląda się życiu mieszkańców Nowego Jorku.
Tysiąc moich nocy. Ten tytuł zaprząta jej myśli, choć książka nie była warta uwagi. Stara się wyrzucić go z głowy, ale im silniej próbuje, tym częściej te słowa pobrzmiewają.

Jej życie jest dosyć monotonne. Budzi się zawsze o siódmej i daje sobie chwilkę na rozbudzenie. Wstaje. Parzy kawę. Wypala papierosa. Czasem dwa. Ubiera się. Zabiera rzeczy. Jedzie do pracy. Wraca. Czyta. Zamawia sobie jakąś kolację. Zawsze z tej samej restauracji. Zawsze za taką samą cenę. Pije wino. Bierze prysznic. Kładzie się.

Ma do dyspozycji duże, małżeńskie łóżko, ale nie kręci się przez sen. Budzi się zawsze w takiej pozycji, w jakiej zasnęła. To pewna nowość w jej życiu. O ile okres sprzed tysiąca nocy, można nazwać nowym.
Wcześniej nie sypiała sama. Wierciła się. Nie piła tyle wina. Sama przygotowywała kolację. Mniej paliła.
Ale to było tysiąc nocy temu. Bo teraz to przecież wszystko niemożliwe. Czas leci szybko i czasem nawet dokładnie nie pamięta, jak do tego doszło.
Przyjechała do Nowego Jorku na stypendium. Poznała mężczyznę. Została. Nie planowała ślubu. Teraz cieszy się, że nawet o nim nie myślała. Pisała książkę. Poświęciła temu wiele nocy, ale każde jedno zdanie cieszyło ją. Było jej. Było prawdziwe. Było według niej doskonałe. To było jej pierwsze ważne tysiąc nocy.

Kolejne tysiąc nocy brzmi jak ze słabego, przewidywalnego filmu. Gdyby było częścią książki, zastanawiałaby się, jak je ułożyć. Żadne wydawnictwo nie chciało wydać jej książki. Miała wypadek. Gdyby przedstawić to w takiej kolejności, można byłoby stwierdzić, że to był początek ciągu złych wydarzeń. Ale gdyby kolejność zamienić, brzmiałoby to dramatyczniej, może trochę bardziej kiczowato?
Życie jednak nie jest powieścią, chociaż bardzo by chciała, żeby tak było. Wtedy byłaby pewna, że po złych wydarzeniach nastąpi jakiś punkt zwrotny i może nawet szczęśliwe zakończenie.
To prawda. Ukończyła książę. Wysłała ją. Nazwali ją słabą. To było najpierw.
Nie załamała się. Czuła zawód, że poświęciła tyle czasu bez sensu. Jej facet miał jej to za złe. Dużo się kłócili.
Teraz nie myśli już o tym za dużo. Tak samo jak o wypadku.

Niedawno dostała pracę. Pisanie recenzji. Miała nadzieję, że to będzie jej przepustka do literackiego świata, że niedługo zła passa się odmieni.

Wracała późno. Została w biurze po godzinach. Nie pamięta co się wydarzyło. Rodzina mówiła jej, że uderzył w nią pijany kierowca. W szpitalu powiedzieli, że prawdopodobnie zasnęła za kierownicą i uderzyła w latarnię. Sprawdziłaby to, ale nie zobaczyła nigdy swojego rozbitego auta. Z czasem zresztą przestało ją to zajmować.
Pamięta lekarkę, która przekazała jej złe nowiny. Patrzyła na nią chłodnym wzrokiem. Miała założone dłonie i przyciskała do piersi jej kartę.
Złamała pani kręgosłup. Doszło do przerwania rdzenia. O słowie chodzić, może pani zapomnieć.

Szef przyniósł jej pracę do szpitala. Kreśliła na stronach wszystkie formy czasownika iść. Dopiero po pewnym czasie poczuła specyficzny rodzaj wdzięczności, że kobieta nie dała jej fałszywej nadziei.

Jej facet nie pojawił się w szpitalu. Nie zobaczyła go już nigdy. Spakował się, oddał klucze sąsiadce i przepadł jak kamień w wodę. Płakała, ale tylko trochę, bo nie lubi wielkich dramatów.

To było jej drugie tysiąc nocy. Tysiąc samotnych nocy. Dzięki nim nauczyła się żyć na nowo. Nie czuje żalu, choć niektórzy sądzą, że swój jad wylewa w recenzjach. To nie prawda. W szpitalu miała wystarczająco dużo czasu. Czytała. Poznała książki, które dały jej siłę. Żadna z tych, o których musi pisać nie jest taka.

Teraz nie wyobraża sobie innego życia. Porzuciła marzenia o pisarstwie, woli tkwić po drugiej stronie. Nikt nie ma do niej pretensji, ale i nikt od niej niczego nie wymaga.

*
Nad ranem przychodzi do niej znajoma. Pomaga jej spakować walizki i podwozi ją na lotnisko. Leci do swoich przyjaciół, do Mediolanu. Miasto wita ją deszczem. Musi odpuścić sobie zwiedzanie miasta i zamiast tego pierwsze godziny spędza w ciasnej kawiarence. Można tu palić, więc wypala całą paczkę. Rozmowa się klei.

Przyjaciele pytają ją o pracę, opowiadają trochę o tym, co wydarzyło się u nich. Zgrabnie unikają drażliwych tematów i wymyślają rozrywki na kilka najbliższych dni. Jeszcze nie wie, ile tu zostanie, pragnie odwiedzić rodzinę w innej części Włoch. Tęskni za młodszym bratem, nie widziała go od dawna.

Musisz go poznać.
Nie wie kogo, ale zamyśliła się i nie chce teraz pokazać, że była nieuważna. Dalej pada jego imię. Francisco.
- Z przyjemnością- odpowiada upijając łyk chłodnej już kawy.
- Jutro?
- Czemu nie.

To przecież już po jednej z kolejnych tysiąca nocy. Zresztą ma już na nią plany. Przeczyta choć kawałek nowej książki i zastanowi się nad treścią recenzji. Będzie miała więcej czasu na pogawędki z nowym znajomym.

1 komentarz:

  1. Fenomenalny rozdział :) Z resztą jak zawsze, ale o tym nie muszę Ci przypominać ^^ Heather zmieniła się z Connie, czy to tylko pseudonim zawodowy? Co prawda znam fabułę mniej więcej, ale i tak miło się czyta. Nie wiem co jeszcze napisać, więc tu utnę i przy następnym postaram się napisać więcej ;)

    ps. jeśli możesz wyłącz weryfikację obrazkową.

    OdpowiedzUsuń